Giełda Samochodowa
 Powrót
Szukaj w publicystyce:    Zaawansowane 

Dakar fatalny i Dakar szczęśliwy
Polacy na podium morderczego rajdu
autor: Janusz Piechociński
zdjęcia: Red Bull, malysz.pl, Newspress
Giełda Samochodowa, nr 1696
z dnia: 30 stycznia 2015 roku
 
Ekipa Kamaza zawsze na 200 procent
Ekipa Kamaza zawsze na 200 procent
Te ciężarówki są prawie tak samo szybkie jak. motocykle
Te ciężarówki są prawie tak samo szybkie jak. motocykle
Rafał Marton i Adam Małysz na starcie 37. edycji "Dakaru"
Rafał Marton i Adam Małysz na starcie 37. edycji "Dakaru"

Zdaniem wielu dziennikarzy i samych zawodników w krótkiej historii pustynnego ścigania w Ameryce Południowej tak trudnego rajdu dotąd nie było. Polacy zatriumfowali na podium, ale zdarzyła się też niepotrzebna (polska) śmierć...

Afrykański "Dakar" zawsze był trudny, bo poszczególne etapy tego rajdu odbywały się z daleka od cywilizacji. Na trasie nie było hoteli, a i zwykłe wsie należały do rzadkości. W Ameryce Południowej jest znacznie więcej ludzi, do poszczególnych odcinków łatwiej się dojeżdża, zawodnicy mogą spać - nie zawsze oczywiście - w małych hotelach i jeśli się tylko uprą, mogą łatwo zamienić spartańską kantynę z biwaku na małą przydrożną oberżę. Warunki wydają się bardziej cywilizowane, ale trasa jest - jak w Afryce - piekielnie wykańczająca tak dla sprzętu, jak dla ludzi. W Ameryce Południowej są pustynie podobne Saharze, a temperatura - gdy jak teraz trwa tam lato - sięga nawet 50 stopni Celsjusza.

Śmierć Polaka

Michał Hernik pojechał na "Dakar", żeby poczuć co to znaczy przygoda. Był biznesmenem, który wszystkie swoje oszczędności wydał, bo chciał spróbować prawdziwego crosscountry. Hernik starannie się do tego rajdu przygotował i miał doświadczenie w jeździe po piasku - wcześniej odbywał wyprawy do Afryki. Niestety to nie wystarczyło. Polak na swoim motocyklu dojechał niemal do mety trzeciego etapu, który - zdaniem wielu zawodników z czołówki - był wykańczający. Było gorąco i bardzo, bardzo daleko. Za daleko! Totalnie zmęczony Michał Hernik odwodnił się i przegrzał, co spowodowało zatrzymanie akcji serca. Motocyklista zmarł całkiem niedaleko od mety, niezauważony przez śmigłowce organizatora rajdu.

Pech Małysza

Adam Małysz z Rafałem Martonem poświęcili wiele miesięcy przygotowań, żeby w "Dakarze 2015" - jak zresztą sami mówili przed startem - wbić się w pierwszą dziesiątkę klasyfikacji generalnej. Małysz zmienił samochód. W miejsce awaryjnej Toyoty pojawiło się buggy SMG - potężny wóz z francuskiej firmy tuningowej, z ponad 400-konnym silnikiem benzynowym oraz napędem na tylne koła. Polacy z samochodowej ekipy Orlen Teamu mieli wielkie nadzieje na sukces, które przerwał pożar. W końcówce drugiego etapu, a więc praktycznie na samym początku rajdu, nie wytrzymał tylny amortyzator. Wydaje się, że to zwykła awaria, ale w tym przypadku - przy wielkiej prędkości i przy wysokiej temperaturze - doszło do zapalenia się samochodu. Pożar błyskawicznie strawił wszystkie marzenia. Małysz z Martonem wyszli z opresji bez szwanku, ale z rajdówki konstrukcji SMG zostały tylko osmolone resztki.

Sonik mistrzem

Krakowski biznesmen i wielki miłośnik quadów w końcu dopiął swego. Już wcześniej wiele razy pokazał, że jest szybki i że należy do ścisłej światowej czołówki wyczynowych czterokółek (warto przypomnieć, że w "Dakarze" bywał już na podium: w roku 2009 i 2013 był trzeci, a przed rokiem skończył ściganie na drugiej pozycji), ale tym razem przeszedł sam siebie. Rafał Sonik od początku do końca jechał świetnie i bez błędów, wyraźnie deklasując swoich rywali. Wygrał "Dakar" w kategorii quadów i jest drugim Polakiem w historii tego rajdu, który zameldował się na najwyższym podium (wcześniej, w roku 2012, taka sztuka udała się Dariuszowi Rodewaldowi - mechanikowi ciężarówki Gerarda de Rooya).

A Hołowczyc w końcu na podium!

Olsztyński kierowca - wielki mistrz rajdów płaskich (wicemistrz Europy) - od wielu lat walczył o dobre miejsce w "generalce" Rajdu Dakar. Krzysiek Hołowczyc wiele razy zaliczył przykre przygody (były "brzydkie" dachowania, a nawet groźne dla jego zdrowia uszkodzenie kręgosłupa po wydawałoby się banalnym skoku), ale od dawna było widać, że "Hołek" wjeździł się w pustynię i że na piasku jest równie szybki (jeśli nie szybszy) jak na szutrowych odcinkach specjalnych polskich rajdów. Tym razem Hołowczyc pokazał na co go stać. Olsztynianin unikał błędów i choć na początku miał pewne problemy techniczne ze swoim Mini, dotarł do mety w przepięknym stylu i zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Miejsce wymarzone, ale też całkowicie zasłużone - Krzysztof Hołowczyc jechał jak szatan, co udowodnił choćby podczas swojej "szarży" z wydmy w Iquique. Film, który pokazuje jak szybko wtedy jechał, z łatwością w sieci znajdzie każdy czytelnik Giełdy Samochodowej. "Szarża pod Iquique" (tak nazywa się film) robi kolosalne wrażenie - Hołowczyc jechał tam grubo ponad 200 kilometrów na godzinę. Takie rzeczy potrafi tylko on...

Orlen Team tym razem nieco słabiej

Największy polski zespół rajdowy miał wielkie plany, które rajd niestety zweryfikował. Najpierw Orlen Team musiał pogodzić się z nieobecnością Jacka Czachora. Warszawski kierowca stracił syna tuż przed startem i wycofał się z dalszej rywalizacji przed wyjazdem do Ameryki Południowej. Rajd zaczął się fatalnie dla Adama Małysza, zaś Marek Dąbrowski borykał się z awariami własnego pikapa. Efekt - 23. miejsce na podium. Na pocieszenie pozostaje fakt, że to tylko cztery pozycje słabiej niż Robby Gordon. Amerykanin jest naprawdę szybki i słynie z iście wariackich rekordów prędkości, zaś "Dąbrol" był niewiele... wolniejszy.

Kuba Przygoński jechał równo i skończył rajd na 18. miejscu. Zasłużył na więcej, ale tym razem się nie układało. Podobnie jak debiutującemu w rajdzie Kubie Piątkowi. Najmłodszy reprezentant ekipy Orlen Team ścigał się do ósmego etapu. Gdy rajd wjechał w tereny pełne słonej wody, nastąpiła awaria zapłonu. Piątek ją usunął, ale po jakimś czasie sól zrobiła swoje i motocykl całkowicie odmówił posłuszeństwa. Kierowca z Lublina podjął decyzję o wycofaniu się z dalszej walki.

Mini na topie

Przed startem tegorocznego "Dakaru" dywagowaliśmy kto ma szanse na wygranie tej imprezy w "generalce". Logika podpowiadała, że - w kategorii samochodów - będą liczyć się Mini oraz nowy team Peugeota. Wygrało Mini - Nasser Al Attiyah prowadził od początku i dzielnie dowiózł zwycięstwo do mety. Na drugim miejscu, klinem między Mini, wbiła się Toyota prowadzona przez Giniela de Villiersa z RPA. Doświadczony dakarowiec przejechał cały dystans w czasie zaledwie 35 minut gorszym od Nassera Al-Attiyah! Hołek, o którym przed chwilą wspominaliśmy, był godzinę za jego plecami. Sporo? Niekoniecznie. Warto pamiętać, że trasa całego "Dakaru" liczyła ponad 9 tysięcy kilometrów. Półtorej godziny straty do lidera to naprawdę niewiele. Dla porównania strata Stephane Peterhansela, który - wygrywając wcześniej aż 11 razy - nie mógł ogarnąć swojego Peugeota 208 DKR: Francuz był gorszy od Al Attiyah aż o 5 godzin i 19 minut. Carlos Sainz, który w teamie lwa grał - na równi z Peterhanselem - pierwsze skrzypce miał pecha. Najpierw musiał walczyć z awarią samochodu, a później, gdy już zaczął łapać rytm, wydachował w gęstym kurzu i musiał się wycofać.

W kategorii ciężarówek ekipa Kamaza nie dała pozostałym zawodnikom żadnych szans. Ekipa z Tatarstanu zajęła wszystkie miejsca na podium (pierwszą pozycję zajęła trójka Mardiejew/Bielajew i Swistunow, za nimi byli Nikołajew, Jakowlew i Achmadiejew, zaś ostatnie miejsce wywalczyli Karginow, Mokiejew i Leonow). Załoga Lotto Team - Kazberuk, Szustkowski, Skrobanek - pojechała całkiem nieźle. Tatra z Polakami ukończyła rywalizację na 19. pozycji wśród trucków.

Na koniec warto podsumować co działo się w klasyfikacji motocykli. Wygrał Marc Coma na KTM, ale tylko formalnie. Gdyby nie 17-minutowa kara, którą nałożono na Paulo Goncalvesa, numerem jeden na podium byłaby Honda. Zaskoczenie? Cóż, "Dakar" lubi zaskakiwać. Oby tylko nie zaskakiwał już więcej tak tragicznie.




Dodatkowe zdjęcia:



















   
PowrótWersja do drukuZapisz artykułWyślij artykuł znajomemu

REKLAMA