Giełda Samochodowa
 Powrót
Szukaj w publicystyce:    Zaawansowane 

Przed nami 300, 500, 1000... kilometrów
Jak sobie poradzić na długiej trasie?
autor: Janusz Piechociński
zdjęcia: Newspress, materiały producentów
Giełda Samochodowa, nr 1697
z dnia: 6 lutego 2015 roku
 
Kiedyś takie obrazki znaliśmy tylko z dróg zachodnich sąsiadów. Dziś to także polska codzienność
Kiedyś takie obrazki znaliśmy tylko z dróg zachodnich sąsiadów. Dziś to także polska codzienność
Wiele samochodów podpowiada kierowcy, że warto zrobić przerwę na kawę. Byle tylko nie przesadzać.
Wiele samochodów podpowiada kierowcy, że warto zrobić przerwę na kawę. Byle tylko nie przesadzać.
Jedzenie za kierownicą rozprasza i może być przyczyną wypadków. Lepiej i zdrowiej zatrzymać się i zrobić przerwę na posiłek
Jedzenie za kierownicą rozprasza i może być przyczyną wypadków. Lepiej i zdrowiej zatrzymać się i zrobić przerwę na posiłek

W naszym kraju mamy już trzy tysiące kilometrów dróg szybkiego ruchu i autostrad, co skłania wielu Polaków do podróżowania na długich dystansach. Ci znad morza jeżdżą sobie w Tatry, a górale coraz częściej wybierają nadbałtyckie plaże. To oznacza wiele kilometrów do przejechania. Jak to zrobić, żeby taką trasę... przeżyć?

Przy ogromnej liczbie aut osobowych i ciężarowych (przyrastająca stosunkowo powoli) siatka dróg wciąż nie wystarcza. Korki, także autostradowe, stają się naszą codziennością. Z drugiej strony wiele regionów w Polsce jest ze sobą dobrze skomunikowanych. Dobrym przykładem może być Kraków czy Śląsk! Z tej części naszego kraju łatwo jedzie się nad morze czy za granicę, do zachodnich lub południowych sąsiadów. Podobnie jest z Warszawą. Podróż do Szczecina dla mieszkańców stolicy była kiedyś koszmarem, a dziś ten 500-kilometrowy odcinek da się pokonać w 4-5 godzin. Nie trzeba łamać przepisów ani gonić na złamanie karku, bo przecież jest (niestety płatna) autostrada. Gdańsk? Poza sezonem, gdy nad Zatokę nie zjeżdżają miliony turystów korkujących wszystkie drogi, da się stamtąd sprawnie zjechać na południe, do Łodzi. Stąd niedaleko i do Stolicy, i na zachód, i na południowy-zachód - w stronę Wrocławia. Dróg więc przybywa, ale my wciąż nie nauczyliśmy się - bo przecież nie było gdzie i kiedy - jak podróżować bezpiecznie na trasie dłuższej niż tylko z domu do pracy.

Zmęczenie

Podróż na "jeden skok" to zły pomysł. Dłuższa jazda, zwłaszcza po drogach szybkiego ruchu, gdzie prowadzenie nie wymaga aż tak wielkiej uwagi jak przy wąskich serpentynach w górach czy pokonywaniu miejskich korków, dekoncentruje. Po dwóch godzinach warto więc sobie zrobić krótką przerwę. Wystarczy kwadrans, żeby dotlenić mózg i to pierwsze, o co powinniśmy zadbać. Przyda się rrównież "stretching", czyli rozciąganie. Na postoju warto pochodzić, zrobić kilkanaście spokojnych przysiadów, rozprostować kości. Przypominamy, że samo miejsce na postój też powinno być... odpowiednie. Las w charakterze toalety to zdecydowanie zły pomysł. Podobnie jak zatrzymywanie samochodu tuż przy drodze (nawet jeśli nie jest uczęszczana). Najlepiej zjechać na stację benzynową lub wybrać oznakowany parking. Być może to oczywistość, ale dla niektórych to wciąż nowość. Parkowanie na autostradzie jest zakazane, a tymczasem wciąż zdarzają się (i to całkiem licznie) kierowcy ignorujący tę podstawową zasadę.

Parking znaleziony, ale oczy się kleją. Co robić? Naturalna reakcja kierowcy to sięgnięcie po "małą czarną". Kawa jest - tak przynajmniej od pewnego czasu twierdzą lekarze - zdrowa, ale nie należy przesadzać z jej ilością. Kofeina zawarta w wonnym naparze naprawdę działa: podwyższa ciśnienie, poprawia koncentrację oraz rozprasza zmęczenie. Mówimy oczywiście o osobach zdrowych, bo sercowcy (zwłaszcza ci z nadciśnieniem) na kawę muszą uważać. Trzeba jednak pamiętać, że kawa działa krótko i intensywnie, a poza tym nasz organizm szybko się przyzwyczaja do stymulacji. Nadmiar kawy sprzyja rozdrażnieniu i zwiększeniu nerwowości, a także "podkręca" zestresowanych. Na dłuższą metę, zwłaszcza gdy kawy pijemy bardzo dużo, łatwo wypłukać nią cenne minerały. W efekcie zaczniemy odczuwać wyjątkowo nieprzyjemne skurcze mięśni. Równie kontrowersyjne są napoje energetyczne. W ich przypadku przesada - podobnie jak to miało miejsce z kawą - nie jest wskazana. "Energetyki" w smaku są wprawdzie podobne do oranżady, ale - uwierzcie - oranżadą nie są. Podwyższają bowiem szybko ciśnienie, a co za dużo to naprawdę niezdrowo. Znacznie lepsze są napoje izotoniczne (takie jak dla sportowców), soki (możliwie te naturalne, a nie przesłodzone napoje), herbata lub po prostu woda. Ta ostatnia jest tania i absolutnie bezpieczna.

Co jeść?

Warto zaplanować przerwę na jedzenie. Unikajmy jednak nie tylko ciężkich potraw, ale też fast-foodów. Oczywiście w trasie czasem nie ma wyboru, a hot-dog czy orzeszki zawsze kuszą smakiem i łatwą dostępnością, ale puste kalorie i niskiej jakości żywność w diecie należy traktować jako ostateczność. Zwykła zupa czy proste danie barowe (punktów gastronomicznych przy drogach u nas też nie brakuje) są nie tylko smaczniejsze, ale też lepiej przyswajalne przez organizm. W efekcie oszczędzamy sobie zaparć czy gazów, które na dłuższą metę - gdy siedzimy dłużej w pozycji dla nas nienaturalnej - popsują nam podróż. Krótko po jedzeniu - i o tym zdecydowanie warto przypomnieć - większość ludzi odczuwa senność. W takiej sytuacji krótka drzemka, nawet taka piętnastominutowa, może zdziałać cuda. Nie tylko rozproszy zmęczenie, ale też pozwoli kierowcy odzyskać siły. Warto taką zaplanować, bo po przebudzeniu będzie się jechało przyjemniej i bezpieczniej.

Dzieci

Kochamy je, ale potrafią też nieźle irytować. Bywają głośne, rozpraszają uwagę kierowcy, narzekają i są znudzone - znacie to, prawda? Niestety kiepskie samopoczucie dzieciaków wprost przekłada się na komfort jazdy wszystkich podróżujących, a w przypadku szofera może być wręcz niebezpieczne. Jak sobie poradzić z milusińskimi? Warto zacząć od sprawdzenia (szkoda, że na samym sobie) kiedy najlepiej z nimi jeździć. Dzieci są różne i różnie reagują na długie przejażdżki. Bywa tak, że zajmą się sobą i widokami za oknem, więc można wyruszyć rano i jechać - oczywiście z przerwami - do wieczora. Zdarzają się jednak również takie maluchy, które w dzień są nieznośne. Żeby uniknąć przykrego marudzenia czasem warto zmienić zwyczaje i w długą podróż ruszyć wieczorem, w porze usypiania. To działa - nawet małe dzieci przesypiają noc, a rodzice mają lżejszą podróż! Oczywiście jazda nocą jest bardziej męcząca niż w dzień, ale za to natężenie ruchu jest mniejsze i drogi szybciej ubywa.

W dzień trzeba czymś zająć maluchy. Idealne są audiobooki, książeczki i zabawki, a także - choć to droższe rozwiązanie - tablety bądź odtwarzacze wideo. Z odpowiednim ekwipunkiem, który pozwoli na dłuższy czas zająć najmłodszych, łatwiej pokonać długą trasę.

Nerwy

Agresja, wulgarne gesty, utarczki słowne czy nawet fizyczna przemoc wobec innych uczestników ruchu to objawy syndromu "wściekłego kierowcy", czyli - jak to mówią psycholodzy - Mad Maksa. Złość i agresja przenosi się bezpośrednio na styl jazdy, dlatego tacy kierowcy są wyjątkowo niebezpieczni na drodze. Czy ten problem dotyczy także nas? Jak zachować się w obecności takiego kierowcy? - pytają specjaliści koncernu Renault. Bardzo często na drodze spotykamy "szaleńców", którzy podjeżdżają bardzo blisko innych samochodów, ruszają spod świateł z piskiem opon, nie sygnalizują manewrów, oślepiają długimi światłami, żeby tylko utorować sobie drogę lub - gdy nas w końcu szczęśliwie ominą - wywrzaskują swoją wściekłość. Co zrobić w takiej sytuacji? Nie eskalować agresji, bo to prowadzi do konfliktu - twierdzą specjaliści. Lepiej sobie odpuścić i trochę z kogoś pośmiać niż za wszelką cenę go gonić lub przez otwarte okno wykrzykiwać swoje racje. - Jeśli ktoś za wszelką cenę chce wyprzedzić, podjeżdżając bardzo blisko tylnego zderzaka, oślepia nas długimi światłami i trąbi próbując wymusić usunięcie się z pasa ruchu, zróbmy to, uśmiechnijmy się i powstrzymajmy dalszą agresję z jego strony - radzą trenerzy szkoły jazdy Renault.

Wykorzystaj samochód w 100 procentach

Nowoczesne samochody mają wiele systemów, które pomagają świadomemu szoferowi w czasie jazdy. W wielu modelach znajdziemy np. asystenta pasa ruchu. Samochód tak wyposażony monitoruje drogę za pomocą kamer, a gdy te "zauważą", że bezwiednie i przypadkowo (bez sygnalizowania kierunkowskazami) opuszczamy pas, elektronika włączy alarmujące szofera wibracje lub brzęczyk. Droższe auta - np. Mercedesy - samoczynnie trzymają kurs. Mają też zwykle tzw. tempomat aktywny, który za pomocą wiązki radarowej kontroluje przestrzeń przed autem i trzyma ustawioną przez nas prędkość. W razie, gdy przed maską pojawi się zawalidroga, samochód sam zahamuje! Gdy przeszkoda zniknie, przyspieszy do żądanej prędkości. W ten sposób jedzie się nie tylko bezpieczniej, ale też wygodniej - prawa noga kierowcy może odpocząć. Wiedzieliście o tym? Możemy się założyć, że pewien procent samochodziarzy zupełnie nie wie, co ma w aucie. Tymczasem wystarczy tylko przestudiować instrukcję obsługi...




Dodatkowe zdjęcia:















     
PowrótWersja do drukuZapisz artykułWyślij artykuł znajomemu

REKLAMA